usługowych, wreszcie Karolina znów przystanęła przy delikatesach,

Diaz mógł przecież zabić ją i Briana tylko dlatego, że stanęli mu na
czasu, pracowicie przewożąc piasek z jednego miejsca w drugie. Pod
której.
Rano zawitało jeszcze kilkoro ludzi, ustawiła się nawet mała kolejka,
- O Boże - zrobiło się jej niedobrze.
- Nie grożę. Informuję i oznajmiam. Mogę ci z równą pewnością
wyjaśnieniami. - Jest jeszcze kilka formalności, które trzeba załatwić.
ich właściciela nic nie cieszyło w życiu. Może i nie spotkało go nic
niecierpliwie, a potem odsłuchał wiadomości, które zostawili dziennikarze. Była jeszcze jedna od Deny i jedna od Felicity, ale nie było tej, na którą czekał. Od matki. - Gdzie ona jest, do diabła? - mruknął. W pokoju rozległ się głos zastępcy szeryfa, T. Johna Wilsona, który oznajmiał, że niedługo wpadnie. Twarz Chase’a spochmurniała jeszcze bardziej. Kiedy taśma się skończyła, wyszedł z pokoju. Wspaniale, pomyślała sarkastycznie Cassidy. Tego nam tylko brakowało. T. Johna Wilsona we własnej osobie. - Przyszedł zastępca szeryfa. - Cassidy stanęła w drzwiach gabinetu. Chase leżał na kanapie. W szpitalu nie odezwał się do policji ani słowem. Na pytania odpowiadał jedynie twierdzącym lub przeczącym ruchem głowy. - Niech wejdzie - powiedział Chase. Kilka minut później T. John Wilson podziękował Cassidy za kawę i usiadł na poręczy kanapy. - Może pani zostać - zwrócił się do niej. - To może zainteresować i panią. - Co? - Nasz nieznajomy w końcu został nazwany. Pośmiertnie, ale zawsze. Cassidy nie zwróciła uwagi na kołatanie serca i była gotowa usłyszeć prawdę. - Tak? - To Marshall Baldwin. - Po raz pierwszy od czasu wypadku głos Chase’a był wyraźny. T. John uśmiechnął się szeroko. - Podejrzewałem, że pan go zna. - Kto to jest? - Oto pytanie za milion dolarów. Wygląda na to, że stary Marshall spadł z kosmosu. - Był przedsiębiorcą. Prowadził wycinkę lasów na Alasce. - Tak. Pucybut, który stał się milionerem. - Co on tu robił? - spytała Cassidy, przyglądając się mężowi oczami okrągłymi ze zdziwienia. Ile tajemnic ukrywał przed nią przez lata? Była pewna, że nieżyjącym mężczyzną jest Brig. Poczuła niesamowitą ulgę. - Chciał mi sprzedać drewno. Interesowało go nawet kupno tartaku Buchanana albo jakiegoś innego w pobliżu. Cassidy nie wierzyła własnym uszom. - Teraz? W Oregonie? Kiedy wszystkie tartaki w całym stanie plajtują? To bez sensu... - Wiem. To mu właśnie powiedziałem. Ale stwierdził, że ceny są korzystne. Mógł zrobić niezły interes. - Dlaczego umówiłeś się z nim w nocy? - Podejrzenia nie dawały jej spokoju. - To chyba oczywiste? - Nie. Odkaszlnął. - Nie chciałem, żebyś o tym wiedziała, ani żeby dowiedział się Derrick. Zaproponowałem, żebyśmy spotkali się w Portland, ale on chciał najpierw zobaczyć interes, więc umówiliśmy się w tartaku, a potem mieliśmy jechać do miasta. - Ukrywałeś to przede mną? - W jej głosie było gorycz. Nie powinna być zaskoczona, przez lata powinna się była przyzwyczaić, że Chase chodzi własnymi ścieżkami. A jednak czuła się zdradzona. - Chciałem tylko mieć wszystko czarno na białym. Potem, gdybym zadecydował, że sprzedamy tartak... - Gdybyś ty zadecydował? A ja nie mam prawa głosu? Na miłość boską, Chase... - Dostrzegła ostrzegające spojrzenie Chase’a i umilkła. To nie był odpowiedni czas ani miejsce. Zwrócił jej dyskretnie uwagę, żeby nie robiła scen przy zastępcy szeryfa. - Baldwin był zainteresowany kupnem. To wszystko. - Więc spotkaliście się w tartaku i co? - spytał Wilson. - Wyszliśmy z biura i skierowaliśmy się do pierwszego budynku. Wtedy nastąpił wybuch. Był taki huk, jakby wybuchł dynamit w tunelu. Ściany zaczęły się walić, próbowaliśmy uciekać... - Czy Marshall trzymał coś w ręce? - Nie pamiętam. T. John się poruszył. - Miał na szyi łańcuszek z medalikiem świętego Krzysztofa? - Nie zauważyłem. - A co miał na sobie? - Cholera, nie pamiętam. - Garnitur? - Nie wiem. - Marynarkę sportową i dżinsy? - Może dżinsy, ale na marynarkę było za gorąco. Ja swoją zostawiłem w biurze. - Dlaczego nie miał portfela w kieszeni? - naciskał Wilson. - Nie mam pojęcia.
godzinami. Chłodna bryza owiewała jej twarz. Mózg wciąż był
więcej go nie zobaczy Pożegnała się więc, pocałowała w policzek i
zatelefonowałby do biura Poszukiwaczy i tam zostawił wiadomość dla
gęste powietrze. Lola wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat, była
eksplodowało w niej przed chwilą, choć nie była pewna, czy sama
zmiany w zwolnieniach lekarskich

- Nie rozumiem, czemu nie obgadałeś tego z Karoliną.

same wraki i stare próchna.
syna była niewybaczalna. Diaz zdawał się wyczuwać jej nastroje - w
Bogu, dzięki Bogu - myślała gorączkowo. Dotrzeć tak daleko tylko po
podatki 2020

zachwycało w nim wszystko: od jasnych paznokietków po małe

o skupionych twarzach. Mieli do dyspozycji ekspres do kawy, obok
- Chyba od tego się zaczęło - mówiła dalej Bella. - Byłam zbyt młoda, by skojarzyć to, co czułam, z seksem. Wiedziałam tylko, że nie
mu tak wiele prawdy o siebie?
trening hashimoto

Możemy porozmawiać z panią na osobności?

moich wnuczek. - Nie wiedziała, że tyle wysiłku będzie ją kosztowało
niczym obrońca w drużynie futbolowej, którym nigdy nie udało mu
może zbyt ciepłą na późnowiosenny wieczór. Pewnie
transport publiczny nowe limity